Wywiad z Włodzimierzem Barchaczem

 

[Sławomir Gawryluk] Panie Włodzimierzu, od ponad 30 lat związany jest Pan zawodowo i emocjonalnie z fotografią. Czy pamięta Pan ten moment, który zdecydował o tym, że fotografia zajęła w Pana życiu tak istotne miejsce?

Fot.slawekol/plfoto
Fot.slawekol/plfoto

[Włodzimierz Barchacz] O, nawet  – o dziwo – trzy! Bo najpierw chciałbym opowiedzieć Czytelnikowi w dwóch słowach o prapoczątkach mej fotograficznej drogi. Otóż, będąc w czwartej klasie szkoły podstawowej, raptem, nie wiedzieć czemu, “zachorowałem” na upatrzony w witrynie sklepowej aparat Druh Synchro. Po kilku nieprzespanych nocach ojciec ulitował się nad dzieckiem i kupił mi tego Druha. Była to konstrukcja bardzo prosta, aparat miał jeden czas naświetlania, dwie wartości przysłony, a cały był zbudowany z bakelitu. Załadowałem go filmem, i tak uzbrojony dumnie pomaszerowałem do Łazienek Królewskich, gdzie zrobiłem dwanaście zdjęć Pałacu Króla Stasia zza stawu, z małego mostku na nim. Wieczorem zadekowałem się w łazience, i – mając już kopioramkę do odbitek stykowych, pudełko listków papieru formatu 6 x 9 centymetrów, wywoływacz i utrwalacz, a także być może kuwety – tego nie pamiętam, niewykluczone,  że korzystałem ze zwykłych talerzy kuchennych – zrobiłem odbitki. Przeżycie było wielkie, w dodatku nasączone niepowtarzalnym zapachem chemikaliów. Zdjęcia wyszły, i choć były blade, szare, bez kontrastu, skakałem z radości chyba pod sam sufit!
Od tego czasu aparat towarzyszył mi na wycieczkach klasowych, niedzielnych spacerach z rodzicami, potem z kolegą, później z dziewczyną, czy na wakacjach. No i w liceum prowadziłem jakiś czas kółko fotograficzne z dostępem do ciemni, a formalnie harcerską drużynę fotograficzną, bo wstawiono nas w strukturę ZHP. Wtedy już oczywiście Druhem nie fotografowałem. Miałem stary model Zenita, taki z… otwieraną dolną ścianką.

Moment, w którym fotografia zaczęła w mym życiu odgrywać większą rolę przypadł na pierwszy rok studiów ekonomicznych w Szkole Głównej Planowania i Statystyki. Bawiłem się wówczas w takiego kronikarza fotograficznego na naszym wydziale, a także na uczelni. W uczelnianym klubie “Hades” odbył się uroczysty wernisaż prac jednego z malarzy, niestety nie pamiętam nazwiska artysty. Zdajecie z tej uroczystości, z informacją tekstową, zamieścił tygodnik studencki “itd”. I wtedy tez skakałem z radości!

Ale na skakaniu się nie skończyło.

Bo dopiero teraz rozpoczął się okres w mym życiu, który trwa do dziś – nazwijmy go, nieco sarkastycznie, bo jakieś nadęte wydaje mi się użycie tego słowa – publikacyjny. Latałem do “itd”, do “Nowego Medyka”, do “Politechnika”, drukowałem też zdjęcia w gazetach codziennych.

[S.G.] Trzeci moment? Czytaj dalej Wywiad z Włodzimierzem Barchaczem