Uchwycić moment; Joe McNally – inna książka o fotografii

Stanąłem przed dylematem. Czy na oficjalnym blog’u księgarni powinienem pisać o książkach? Przecież to wiadomo, że zależy mi na tym, aby książki się sprzedawały, a więc złego słowa o nich napisać nie mogę. Ale przecież nie musze w ogóle pisać o książkach, które nie są tego warte. Postanowiłem zatem, że na tym blogu będę pisać wyłącznie o książkach, które są pod jakimś względem wyjątkowe i będę starał się to robić obiektywnie. Jeżeli uznasz, że przegiąłem z pochlebstwami, pisz śmiało w kometrzach.

Tyle tytułem wstępu.

uchwycmomentNa pierwszy ogień poszła książka pt. “Uchwycić moment” (tytuł oryginału: The Moment It Clicks). Autorem jest Joe McNally, fotograf zawodowy, współpracujący z największymi wydawnictwami na świecie (np. Life, National Geographic), a także wykładowca, nauczyciel fotografowania. Wydawca (Fabryka Słów) reklamuje książkę pod hasłem: PIERWSZA KSIĄŻKA Z WYKŁADAMI O FOTOGRAFII, KTÓRĄ PRZECZYTASZ PRZY KAWIE. Dlaczego przy kawie? Tego narazie nie rozgryzłem, ale przyznać należy, że książkę czyta się świetnie. Napisana jest prostym językiem, często w humorystycznym, a nawet autoironicznym stylu. Autor naprawdę dba o to aby wszystko było jasne  – na koncu książki jest słowniczek, a wszystkie trudniejsze terminy są zawsze wyjaśnione w przypisach.
 
Dlaczego książka jest moim zdaniem wyjątkowa?
  
Bo to jedna z niewielu pozycji, w której autor na przykładzie setki swoich zdjęć opowiada historie ich tworzenia i robi to z wielkim szacunkiem dla czytelnika.
Książka jest pełna ‘perełek’. Scott Kelby we wstępie właśnie perełkami nazywa krótkie, często jednolinijkowe sentencje, w których Joe McNally przekazuje esencję informacji o tym jak fotografować. Autor posługuje się prostym mechanizmem (nazwanym w książce trójkątem nauki), w którym na jednej stronie książki zaprezentowana jest krótka historia o tym, w jaki sposób powstało zdjęcie, jaka była potrzeba i sposób jej realizacji, obok na sąsiedniej stronie zaprezentowane jest opisywane zdjęcie, wszystko uzupełnione dokładnymi danymi o zastosowanym sprzęcie i parametrach. Trzy elementy, które niosą ze sobą klucz do poznania warsztatu zawodowego fotografa. Otwierasz książkę w dowolnym miejscu i masz wszystko, jak na talerzu (może dlatego można ją czytać przy kawie ;-) ).
Momentami, podczas lektury, sam byłem zdumiony jak w kilku prostych słowach można przekazać najważniejsze informacje decydujące o sukcesie w pracy fotografa.
Aby nie być gołosłownym, cytuję poniżej fragment książki.
 

Gdy moi studenci wychodzą na zewnątrz, widzą chmury i ciężko wzdychają, mówię im: „Uwielbiam taką pogodę”. Gdy są chmury, to jest i miękkie światło, a to oznacza, że niebo ma teksturę i kształt – a nie jest tylko łyse i niebieskie. Ten brak światła daje ci wielkie możliwości kontroli, jeśli używasz lampy błyskowej. W jasny, bezchmurny dzień praktycznie niemożliwe jest pokonać słońce. Zawieś tam obłoki, a dostajesz natychmiastowy softboks na niebie, a wtedy, wprowadzając własne światło, możesz łatwo zastosować to dochodzące z chmur albo jako światło kluczowe, albo jako wypełniające.

Krople wody na oknie są wspaniałym tematem zdjęć – a dzięki najnowszym technologiom (jako że niektóre korpusy są uszczelnione przeciwko wilgoci) oraz pełnej gamie osłon przeciwdeszczowych na aparaty produkowanych przez firmy takie jak Kata nigdy nie było lepszych czasów na fotografowanie w deszczu.

 

Módl się o złą pogodę. Ona przyczynia się do DOBRYCH zdjęć.

Jak uzyskać takie zdjęcie?

W takich sytuacjach najważniejszą rolę do odegrania ma twoja umiejętność skupienia. I nie chodzi o skupienie w sensie soczewek, ale o skupienie górne… umysłowe. Jest ci zimno, jesteś cały mokry, jest ci źle, martwisz się o sprzęt i ostatnią rzeczą, o której myślisz, jest zdjęcie. Gorąca kawa i bar dla prasy jawią się jako szalenie pociągająca opcja. Ale zostań. Największy fotograf sportowy Neil Leifer zrobił kilka swoich najlepszych zdjęć w fatalnych warunkach i przy beznadziejnym świetle.

Igraj z deszczem. Może to brzmieć niedorzecznie, ale staraj się trzymać obiektyw długoogniskowy na dłuższych czasach naświetlania, jak 1/60 itp. Możesz złapać chwile, gdy gracze są wyraźni, a deszcz, szczególnie ulewny, przelatuje przez kadr jak pociski smugowe. Deszcz staje się twoim sprzymierzeńcem, czynisz go bowiem stylistycznym elementem zdjęcia. W takich momentach ocali cię tryb ciągły w zaawansowanych opcjach aparatu. Rób seriami dużo klatek. Pogódź się z tym, że wiele z nich będzie nieostrych. A mówiąc o ostrości, bądź ostrożny. Ulewa może zamieszać  z automatycznym ostrzeniem, więc możliwe, że będziesz musiał wrócić do ustawiania tego w tradycyjny sposób.

O czym jest tak naprawdę ta książka? Joe McNally tworzy portrety środowiskowe. Fotografuje ludzi, głównie ludzi z pierwszych stron gazet, ale czasem tez zwykłych ludzi z ulicy. W książce zawarte są setki konkretnych porad, dotyczących zarówno warsztatu, jak i społecznego podejścia to tematyki portretu i fotografii w ogóle. Autor pokazuje na jakie trudności natrafia zawodowy fotograf i w jaki sposób trudności te pokonuje.
Tytuł książki sugerowałby, że książka w głównej mierze dotyczy tego jak uchwycić chwilę, jak znaleźć odpowiedni czas na wciśnięcie spustu migawki. Ja dostrzegam jednak, że książka może stać się skarbnicą wiedzy, dla tych, którzy pracują ze światłem. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że to książka o tworzeniu, kontrolowaniu i wykorzystaniu światła. Praktycznie przy każdym opisywanym zdjęciu autor precyzyjnie opisuje jakich lamp i modyfikatorów użył, dlaczego właśnie takich, a nie innych, jakie zastosował filtry, jakie miał możliwości wyboru, dlaczego podjął takie, a nie inne decyzje. Uważam że ‘Uchwycić moment’ przekazuje dużo więcej praktycznych wskazówek nt. światła i oświetlenia niż inne książki ze ‘światłem’ i  ‘oświetleniem’ w tytule (wymieniać nie będę).
Czego w książce nie znajdziesz?
Jeżeli szukasz książki o podstawach ekspozycji i kompozycji, o regule trójpodziału i mocnych punktach, o matrycach cyfrowych z milionami pixeli – ta książka NIE jest dla Ciebie. O tym jest mnóstwo innych dobrych książek (zapraszam na stronę księgarni)
Oto jeszcze jeden fragment książki
 

W kwestii barwy skóry, ciepła jest generalnie lepsza niż zimna. Jest to, jak możecie sami zrozumieć, moja osobista preferencja, wynikająca z tego, że wydaje mi się, iż ludzie wyglądają lepiej z delikatnym ciepłym poblaskiem, jakby siedzieli przy jakimś miłym, oświetlonym świecami stoliku w Four Seasons, a nie jakby byli statystami z Rodziny Soprano, wiszącymi od kilku dni na haku w rzeźni. Oczywiście, to zależy od zadania. Można iść oboma tymi drogami – najważniejsze to pamiętać, żeby dokonać wyboru. Nie pozwól na to, żeby sprzęt wybrał za ciebie. UWAGA! UWAGA! Zaczynam techniczny żargon.

Jak uzyskać takie zdjęcie?

Lampy błyskowe wychodzą z fabryki ustawione na neutralne światło dzienne. Na wykresie przedstawia to rozkład normalny (rozkład Gaussa). Na najniższym poziomie krzywej wszystko pali się w ciepłej temperaturze. Na szczycie krzywej jest całkiem chłodno w stopniach Kelvina. Zależnie od różnych czynników, jak czas błysku czy długość czasu naświetlania, wykres ekspozycji zdjęcia wytnie kawałek rozkładu normalnego i najprawdopodobniej będzie to ten zimny kawałek. Co za tym idzie, neutralny flesz może wyglądać trochę niebiesko. Jest mnóstwo sposobów, by to naprawić. Spróbuj balansu bieli nachmury, który jest odrobinę cieplejszą wersją światła dziennego. Albo nałóż CTO na lampę. CT… co? CTO: Color Temperature Orange – temperatura barwowa pomarańczowa. To bursztynowa folia korekcyjna (dostępna w różnych stopniach intensywności), która przesuwa światło dzienne w skali kolorów w kierunku barwy ciepłej (żarówkowej). Możesz dać mało i zmienić barwę światła odrobinę albo dużo i spowodować, że ktoś będzie wyglądał jak Wielka Dynia. Bądź ostrożny. Uwielbiam ten technożargon. Czas błysku i rozkład Gaussa! Fiu, fiu! Rozgrzewa mnie bardziej niż słońce asfalt.

530983

 
“Uchwycić moment’ jest o tym, że receptą na na dobre ujęcie jest ‘zabranie aparatu w inne miejsce’. Autor namawia do łamania schematów i poszukiwania nowych miejsc i sytuacji.
 
Jeżeli znasz angielski, to obejrzyj i posłuchaj autora w filmie poniżej. Jeżeli nie znasz angielskiego, to pooglądaj próbki zdjęć, które są w książce.
Szczerze polecam tę książkę – zarówno początkującym i jak zawodowcom.
 

Jeżli masz już ‘Uchwycić moment’, podziel się poniżej swoją opinią o książce.

 P.S. Ile kosztuje? pięć dych, tylko.

3 odpowiedzi do “Uchwycić moment; Joe McNally – inna książka o fotografii”

  1. Wydaje się, że styl podobny do Kelby’ego, więc to co lubię. Uczę się fotografowania oraz panowania nad światłem więc myślę, że to dobra pozycja będzie.
     
    Pozdrawiam

  2. Mam tę książkę ale jeszcze się za nią nie zabrałem. Słyszałem o niej pozytywne opinie.
    Oglądałem kilka wykładów autora i wydały się dla mnie zbyt trudne – głównie z powodu braku odpowiedniego sprzętu i poziomu wiedzy. Przyjdzie i na to czas. Tak czy inaczej wiem napewno, że to autor godny polecenia.
    Pochwalam pomysł p. Gawryluka na temat wyodrębniania wyjątkowych pozycji spośród wszystkich, dostępnych w sprzedaży, ponieważ w niektorych poprostu “leje się wodę” zamiast przekazywać coś konkretnego.
    Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *